
Miało mnie tu nie być, miałam nic nie pisać żeby blog został automatycznie usunięty, niestety to jest chyba jedyny sposób wygadania się. Baaaardzo dawno mnie tu nie było. Nie widziałam sensu w pisaniu tutaj czegokolwiek. Teraz chyba już wiem po co mi ten blog… nie po to żeby powiedzieć kiedy mi dobrze, bo to chciałby wysłuchać każdy. Potrzeby mi do tego aby się wygadać, kiedy wszyscy mają mnie gdzieś i kiedy nikt nie potrafi zrozumieć moich obaw, smutków, żalu.
To są najgorsze święta wielkanocne w moim marnym życiu. A miało być zupełnie inaczej. Planowałam je od kilku miesięcy i z daleka wyglądały znacznie lepiej niż święta Bożego Narodzenia. Pamiętam to jak dziś, gdy tak bardzo nie chciałam tamtych świąt, a jak się okazało były całkiem udane. W tym przypadku było wszystko na odwrót…
Zaczęło się od wstania lewą noga w sobotę i pójście z paskudnym humorem do pracy. Potem było już tylko coraz gorzej… Awantura w domu, wyzwiska, przekleństwa płacz… Przeglądając poprzednie moje notki można by powiedzieć że to standard, dla mnie jednak to była za dużo. Coś we mnie pękło.
Zaczęłam powoli zapominać i odzwyczajać się od tego co tutaj panuje… Niestety jak zawsze życie musiało mi przypomnieć, że nie zasługuje na spokój i bezpieczeństwo. Jak zawsze musiałam dostać porządnego kopa w tyłek żeby przypadkiem nie zapomnieć o tym że nie mogę być szczęśliwa. Nie potrafię się pogodzić z tą niesprawiedliwością, która dotyka mnie i moją rodzinę, Nie umiem tego zrozumieć, jak można wyrządzać taka krzywde nie ponosząc za to konsekwencji…
Jakby tego wszystkiego było mało zawiodłam się na osobie, która w obecnej chwili była dla mnie jedyną ostoją. Wiedząc co przeżyłam, jak się zawiodłam już wcześniej daje mi powody do tego żeby stracić zaufanie. Żeby znów się bać….
Po rozstaniu z Wiktorem obiecałam sobie, że nie pozwolę żeby ktoś mnie okłamywał. I co ja mam teraz zrobić? Znów posłuchać serca i dać kolejną szansę na której na pewno się nie skończy. Czy w końcu posłuchać rozumu i nie dać się więcej oszukiwać…?
Ehhhhhhhh….
Jest mi okropnie, paskudnie, strasznie ŹLE…
Mam ochotę zrobić sobie krzywdę…
To tyle na dziś, na jakiś czas…. Dziękuję, dobranoc….
Głosuj (0)
Sialinka 9/04/2012 21:30:19 [komentarzy 0] Komentuj

No i po wigilii. Nie do końca było tak jak przypuszczałam, dlatego też notka pojawia się dopiero dziś zamiast wczoraj… No już przechodzę do sedna…
Mama namówiła mnie, żebym pojechała do Maćka. To zrozumiałe, że nie chciała żebym męczyła się w domu, co nie zmienia faktu że mam wyrzuty sumienia że ja zostawiłam. To były moje pierwsze w życiu prawdziwe święta. Pewnie dlatego tak się nimi stresowałam. Nie wiedziałam jak się zachować. No ale było dobrze. Po raz pierwszy poczułam rodzinna świąteczną atmosferę, za co mogę jedynie powiedzieć szczere DZIĘKUJĘ.
Miały być wigilijne marzenia, ale w sumie nie wiem czy mogę o nich mówić, bo mogą się nie spełnić. Więc mogę powiedzieć jedynie to że chcę aby każdy mój dzień w następnym roku był taki jak wigilijny wieczór oraz dzisiejsze popołudnie. Z każdym dniem uświadamiam sobie jak bardzo jestem zakochana. Z każdym dniem czuję się chociaż odrobinę silniejsza. Nie wiedziałam, że smak słonych łez płynących ze szczęścia może być tak przyjemne…
Chyba nie jestem przyzwyczajona do takiej sielanki i spokoju, bo ogarniają mnie przez cały czas jakieś dziwne złe przeczucia. Jakbym za chwile miała się obudzić i to wszystko okaże się tylko snem. Wiem, że nie powinnam się czepiać i wywoływać „wilka z lasu” ale moje cholerne DDA nie daje mi normalnie żyć i przestać się bać o nadchodzące jutro. Pewnie gdybym teraz rozmawiała z Latrem to usłyszałabym kolejny raz że potrzebuje terapii. I pewnie Mój Przyjaciel ma racje, ale niestety ja nie czuję się ani na siłach ani gotowa żeby jeszcze bardziej to rozgrzebywać.
Ehhh… Jest miło, fajnie, a ja nie potrafię się tym cieszyć w pełni. Chyba życie dało mi tyle razy porządnego kopa z zaskoczenie, że teraz wole się jakoś przygotować na to złe. Tak na wszelki wypadek żeby mniej bolało. Ale dzięki tym kopniakom nauczyłam się żeby być czujną. Teraz już chyba miłość nie byłaby w stanie nakłonić mnie do przebaczenia i dania kolejnej ostatniej szansy. Ponoć cierpienie uszlachetnia… nie jestem do końca o tym przekonana ale wiem na pewno, że daję nie zła lekcję przetrwania.
Kolejny rok się kończy… Chodza mi w tej chwili po głowie wspomnienia jak zakończył się poprzedni rok, ale nie chcę o tym pisać. Myślę, że nie warto tego wspominać. Już dawno powinnam zostawić to za sobą, bo nie jest to warte rozpamiętywania. Moim poprzednim noworocznym postanowieniem było, że „to będzie dobry rok bez rocznic i postanowień, bez wspomnień i rozczarowań…”. Może nie do końca dotrzymałam tego co postanowiłam, więc chociaż teraz chcę być wytrwałą w tym co powiedziałam. Oby tylko te ostatnie dni obecnego roku nie przyniosły mi takich niespodzianek jak w ubiegłym roku. No i chyba czas zastanowić się nad nowym postanowieniem…
To byłoby na tyle. Dziękuję i dobranoc…
Głosuj (0)
Sialinka 26/12/2011 00:37:50 [komentarzy 1] Komentuj

To wyjątkowo ciepły grudzień. A może tylko mi się tak wydaję bo coś grzeję mnie od środka. Jesień upłynęła nie zauważenie i dzięki Bogu bo jesienna chandra ominęła mnie szerokim łukiem. Za 12 dni święta. Wszędzie choinki, gwiazdki, mikołaje… do wypełnienia tej świątecznej atmosfery brakuję tylko śniegu. Jakie to dziwne, że każdy zawsze narzeka na zimno, mróz, śniegowe zaspy a jak w końcu jest znośnie to ludziom brakuję tego białego puchu. Tak już chyba musi być, że co roku potrzebujemy sobie ponarzekać, pomarznąć i ulepić bałwana żeby móc wyczekiwać upragnionej wiosny. Ale spokojnie. Śnieg ma być, tak przynajmniej obiecał nasz „wspaniały” premier. Ciekawe tylko jak zakończy się ta obietnica…
Każdy kto mnie zna dobrze wie, że nie znoszę zimy, ale wyjątkowo w tym roku wszystko mi się podoba, a może raczej nie przeszkadza? Sama już nie wiem jak to jest. Jedyne co mnie martwi, to zbliżające się święta. To taki rodzinny ciepły czas… niestety jak co roku nie będzie mi dane poczuć tego cudownego klimatu, którym wszyscy żyją przez cały grudzień. W moim „domu” nie będzie wigilijnej kolacji, karpia ani prezentów pod choinką… Nie ominą mnie za to kłótnie i awantury. To takie przykre, że moja rodzina nie jest normalna… Wszystko byłoby w normie gdyby nie mój ojciec, który niszczy wszystko i wszystkich w koło. Gdybym tylko mogła to skreśliłabym go raz na zawsze ze swojego życia. Niestety to nie jest takie proste… ech… Tak więc jak co roku pozostaje mi zamknąć się w pokoju z kubkiem gorącej herbaty i marzyć sobie jak cudowne będą święta gdy uda mi się wyrwać z tego koszmaru. O tym co mi się marzy pewnie napiszę w wigilię jak co roku…
Zaproszenie na wigilię od Maćka rodziny jest niesamowicie miłe. Szkoda tylko, że nie mogę z niego skorzystać. Nie będę mogła siedzieć spokojnie z myślą, że w domu moja mama będzie musiała sama użerać się z ojcem i jego troskliwą mamusią… Nie mogę jej zostawić w takim dniu. Wyrzuty sumienia zjedzą mnie żywcem… Mam nadzieję, że Maciek i jego mama zrozumieją…
Dzień za dniem, miesiąc za miesiącem i nie wiadomo kiedy minęło nam już pół roku razem. Gdybym sama nie policzyła w kalendarzu to chyba bym w to nie uwierzyła. Wychodzi na to, że to prawda z tym, że „szczęśliwi czasu nie liczą”. Czasem jak sobie o nas rozmyślam to martwię się kiedy ten piękny san się skończy… tak, tak, wiem że tak nie wolno, ale nic nie poradzę na to, że zawsze spodziewam się najgorszego. Życie mnie tego nauczyło. Ale jak sobie tak o nas myślę to często mam też łzy w oczach. Oczywiście łzy szczęścia. I śmiało, z ręką na sercu mogę przyznać, że jeszcze NIGDY tak nie miałam. Chyba jeszcze nigdy nie było mi tak dobrze z nikim. To co jest między nami bardzo szybko przeszło w coś poważnego, a przynajmniej z mojej strony. Patrząc w marzeniach i myślach w przyszłość nie widzę już siebie tylko nas. W każdej decyzji, w każdym ruchu biorę pod uwagę obecność Maćka. I choć czasem nie możemy się porozumieć, to pokonywanie barier potem jest niesamowicie budujące bo czujemy silniejszą więź miedzy sobą.
Oby kolejne miesiące były tak dobrze jak te 6 które przed chwilą upłynęły… Tego życzę i sobie i Maćkowi.
Kocham Cię Bubu :*
To tyle. Dziękuje i do przeczytania za ok 12 dni.

Głosuj (0)
Sialinka 12/12/2011 12:08:21 [komentarzy 1] Komentuj

Jesień wpadła pełną parą. Nie jest jeszcze najgorzej, ale i tak nic mi się nie chce a szara aura nastraja mnie depresyjnie. A może to nie przez jesień mam takie złe samopoczucie tylko przez to, że wróciłam do domu? Zdarzyłam już się przyzwyczaić do spokoju i bezpieczeństwa u Maćka. Tutaj muszę znów przełączyć się na falę czujności i chodzę jak na szpilkach. Boje się wyjść z pokoju, odezwać, oddychać… Budzę się w nocy, żeby upewnić się że jest spokój i że mogę spać dalej. Teraz już wiem dlaczego byłam taka szczupła. Tutaj nie mogę nic jeść i to nawet nie dlatego, że nic mi nie smakuje, że nie mam apetytu, a dlatego że coś ściska mi gardło, nie mogę przełykać… jeśli coś zjem to zaraz mam ochotę to zwrócić.
Jest mi ciężko. Bardzo ciężko. Z niecierpliwością wyczekuję końca tego wszystkiego. Tylko czy się doczekam…? Znów nawiedzają mnie myśli o tym żeby uciec od tego. Tak, wiem że to egoistyczne, ale może warto w końcu zacząć myśleć o sobie. Zawsze martwiłam się o wszystkich w koło i jak na tym wychodzę? Tak, że czuję się w tym wszystkim sama, tak jakby nikt nie potrafił zrozumieć jak się czuje, jak mi źle… Zawsze chciałam każdemu pomagać, być oparciem dla bliskich. Mam wrażenie, że wszyscy tak się do tego przyzwyczaili, że nie zwracają uwagi na to jak ja się czuję, a może wolą tego nie widzieć… Przecież lepiej jest przejść, odwrócić wzrok lub udawać że się czegoś nie widzi…
Mam wrażenie, że tylko na blogu mogę się wygadać do końca, bo nikogo innego to nie obchodzi…
Moja praca coraz bardziej mnie denerwuje, a raczej denerwuje mnie moja szefowa działa mi na nerwy tym że wszystko ma gdzieś. Traktuje nas jakby ta praca była szczytem naszych ambicji i nic poza nią nie miało znaczenia. A ten głupi sklep i użeranie się z upierdliwymi, nadąsanymi klientkami nie jest warta tego żebyśmy miały zawalać studia. Wiem, że pora zacząć szukać czegoś innego, ale jakoś nie mogę się oderwać, wystartować. Boje się zmian. Boję się, że będzie jeszcze gorzej…
Studia są dla mnie ważne, ale niestety ciężko mi jest się zebrać do kupy i skupić na zdobywaniu wiedzy, szczególnie w takie dni jak ten. Obawiam się, że ten rok nie będzię należał do najłatwiejszych. Będę musiała opuścić parę ważnych zajęć, będzie mi ciężko to wszystko nadrobić…
Za dwa dni 1 listopada. To żenujące, że czuję większą potrzebę iść na groby do znajomych obcych mi osób niż do rodziny. Nie czuję z nimi więzi, szczególnie dotyczy to rodziny ze strony mojego ojca. Pewnie dlatego, że ta rodzina kojarzy mi się jedynie ze łzami i smutkiem. Nigdy nie otrzymałam od nich ciepła i wsparcia. Chyba nawet nie wiem co to znaczy mieć kochającą się rodzinę, a właśnie tego ciepła najbardziej mi brakuje. Nie da się go niczym innym zastąpić. Nic nie wypełni tej pustki…
To tyle… Dziękuje. Dobrego wieczoru…
Głosuj (0)
Sialinka 30/10/2011 16:48:34 [komentarzy 0] Komentuj
" Zastrzeliłem się październikiem w łeb..."

Od rana pada. Jesień zjawiła się nagle i boleśnie zbudziła mnie z tej kolorowej scenerii jaka panowała przez ostatnie miesiące. Razem z deszczem przyszła nostalgia…
Nie było mnie tu prawie miesiąc. Wiem, że brak czasu to tylko głupia wymówka. Nie miałam weny do pisania choć troche się wydarzyło. Teraz to już nie istotne.
Jutro zaczyna się dla mnie drugi rok akademicki i na sama myśl siedzenia tam od 8 do 19.30, wstawania o 5 rano ręce i cycki mi opadają. Studiowanie nie sprawia mi przyjemności. Ostatnio moja praca również przestała mnie satysfakcjonować. Pojawiło się wiele problemów, wyrzutów… Czuję, że czas zacząć szukać sobie czegoś nowego, tylko że jakoś brak mi wiary w siebie i motywacji do działania.
Od chyba ponad 2 tygodni, a może nawet troche dłużej… pomieszkuje u Maćka. Moja psychika odpoczęła na tyle, żeby zacząć zarzucać sobie że zaniedbuje mame i brata. Jak sobie czasem pomyślę, że ona siedzi tam w tym domu wariatów to aż chce mi się płakać… tak bardzo chciałabym ją stamtąd zabrać. Chciałabym, żeby w końcu odpoczęła, uśmiechnęła się szczerze a nie przez łzy…ech… mam nadzięję, że jeszcze kiedyś uda mi się ja wyciągnąć z tego bagna…
Oprócz rodziny zaniedbałam również trochę siebie pod względem muzycznym. Potwornie mi brak dźwięków. Jak byłam w domu, muzyka płynęła z głośników praktycznie 24h. Może chciałam tym zagłuszyć to co dzieję się za scianą… nie wiem… Dziś dopieszczam uszy nową płytą Nosowskiej. Jest cholernie jesienna przez co wyciszyłam się i kuleczkowałam pod kocem. Jutro jeśli przeżyje cały dzień na uczelni idziemy z Maćkiem na Carrion. Cieszę się bo zawszę fajnie grają na żywo. Mam nadzieję jedynie, że nie spotkam tam Wiktora. Nadal jego widok przynosi mi fale żalu i przykrości. Myślałam, że chociaż jego słowa o naszej przyjaźni są szczere. Kolejny raz się myliłam… Czuć od niego strasznie wielką zawiść, zakłamanie, nienawiść… a przecież to ja powinnam go znienawidzić za to jak mnie potraktował, z resztą to już nie ważne. Pozbierałam się, ułożyłam sobie życie i jestem mi cholernie dobrze z Maćkiem. To jest teraz najważniejsze dla mnie. Przy nim czuję, że żyję a nie tylko funkcjonuję. Jest dla mnie taki dobry, że wydaje mi się przez to nie realny. Jeszcze nikt nigdy nie mówił mi tyle razy, że mnie kocha, jeszcze nikt nigdy tak o mnie nie dbał…
Moja miłość jest chyba silniejsza niż obawy związane z nami, ale to nie znaczy, że ich nie mam. Tym bardziej po tym jak Maciek nagiął moje zaufanie do niego… Oby tylko mój ciężki charakter i strach przed zranieniem nie zepsuł tego co jest miedzy nami…
Mam ochote na nowe buty… tym razem koturny… :)
To tyle na dziś. Dziękuję, do widzenia.
- Paweł - pamiętam cały czas…
-Latro - uwielbiam Cię Wariacie! :)
- Maciek – Kocham Cię nad życie…
Głosuj (0)
Sialinka 7/10/2011 14:15:47 [komentarzy 0] Komentuj
~~~~Ocean~~~~
Semafor
www.lastfm.pl
Archiwum: 2012
Kwiecień
2011
Grudzień
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2010
Grudzień
Listopad
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Luty
Styczeń
2009
Grudzień
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Luty
2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2007
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Szablon wykonała Effy, pobrano z szablony.blogowicz.info
Wspierane przez: Blog & dodatki na bloga.
Grafika: sxc.hu
