
No i po wigilii. Nie do końca było tak jak przypuszczałam, dlatego też notka pojawia się dopiero dziś zamiast wczoraj… No już przechodzę do sedna…
Mama namówiła mnie, żebym pojechała do Maćka. To zrozumiałe, że nie chciała żebym męczyła się w domu, co nie zmienia faktu że mam wyrzuty sumienia że ja zostawiłam. To były moje pierwsze w życiu prawdziwe święta. Pewnie dlatego tak się nimi stresowałam. Nie wiedziałam jak się zachować. No ale było dobrze. Po raz pierwszy poczułam rodzinna świąteczną atmosferę, za co mogę jedynie powiedzieć szczere DZIĘKUJĘ.
Miały być wigilijne marzenia, ale w sumie nie wiem czy mogę o nich mówić, bo mogą się nie spełnić. Więc mogę powiedzieć jedynie to że chcę aby każdy mój dzień w następnym roku był taki jak wigilijny wieczór oraz dzisiejsze popołudnie. Z każdym dniem uświadamiam sobie jak bardzo jestem zakochana. Z każdym dniem czuję się chociaż odrobinę silniejsza. Nie wiedziałam, że smak słonych łez płynących ze szczęścia może być tak przyjemne…
Chyba nie jestem przyzwyczajona do takiej sielanki i spokoju, bo ogarniają mnie przez cały czas jakieś dziwne złe przeczucia. Jakbym za chwile miała się obudzić i to wszystko okaże się tylko snem. Wiem, że nie powinnam się czepiać i wywoływać „wilka z lasu” ale moje cholerne DDA nie daje mi normalnie żyć i przestać się bać o nadchodzące jutro. Pewnie gdybym teraz rozmawiała z Latrem to usłyszałabym kolejny raz że potrzebuje terapii. I pewnie Mój Przyjaciel ma racje, ale niestety ja nie czuję się ani na siłach ani gotowa żeby jeszcze bardziej to rozgrzebywać.
Ehhh… Jest miło, fajnie, a ja nie potrafię się tym cieszyć w pełni. Chyba życie dało mi tyle razy porządnego kopa z zaskoczenie, że teraz wole się jakoś przygotować na to złe. Tak na wszelki wypadek żeby mniej bolało. Ale dzięki tym kopniakom nauczyłam się żeby być czujną. Teraz już chyba miłość nie byłaby w stanie nakłonić mnie do przebaczenia i dania kolejnej ostatniej szansy. Ponoć cierpienie uszlachetnia… nie jestem do końca o tym przekonana ale wiem na pewno, że daję nie zła lekcję przetrwania.
Kolejny rok się kończy… Chodza mi w tej chwili po głowie wspomnienia jak zakończył się poprzedni rok, ale nie chcę o tym pisać. Myślę, że nie warto tego wspominać. Już dawno powinnam zostawić to za sobą, bo nie jest to warte rozpamiętywania. Moim poprzednim noworocznym postanowieniem było, że „to będzie dobry rok bez rocznic i postanowień, bez wspomnień i rozczarowań…”. Może nie do końca dotrzymałam tego co postanowiłam, więc chociaż teraz chcę być wytrwałą w tym co powiedziałam. Oby tylko te ostatnie dni obecnego roku nie przyniosły mi takich niespodzianek jak w ubiegłym roku. No i chyba czas zastanowić się nad nowym postanowieniem…
To byłoby na tyle. Dziękuję i dobranoc…
Głosuj (0)
Sialinka 26/12/2011 00:37:50 [Powrót] Komentuj
nadchodzący rok bedzie lepszy niż poprzednie razem wziete:) dobranoc:*:*:*:*Kocham Cię
M:) 26/12/2011 00:42:07
brak www IP: 178.183.199.15
~~~~Ocean~~~~
Semafor
www.lastfm.pl
Archiwum: 2012
Kwiecień
2011
Grudzień
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2010
Grudzień
Listopad
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Luty
Styczeń
2009
Grudzień
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Luty
2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2007
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Szablon wykonała Effy, pobrano z szablony.blogowicz.info
Wspierane przez: Blog & dodatki na bloga.
Grafika: sxc.hu
